Jeśli wracało się z mamlania, czytało dziennik Tytelmana, dawało do sprawdzenia bilet i upychało jednym palcem swój strach w formacie esemesa jak w „olaboga” lub w „o rety”, jeśli się potem brało kąpiel we dwoje, żeby skończyć w łóżku akt rozpoczęty pod prysznicem, to, kiedy dnieje, patrząc z bliska na twarz w obramowaniu włosów, tkwi się w zasiekach z tamtych słów brzmiących: „Rząd ogolonych głów,
leżą jedna obok drugiej jakby opowiadały sobie po cichu sekrety” i pozostająca w jakimś związku z krzywizną i obwiednią, ze zdejmowaniem miary z ziemi geometryczna doskonałość ciemnego krążka okalającego jej sutek wywołuje smutek.