Wybór wypowiedzi ze strony OKO PRESS z artykułem Reginy Skibińskiej „Broniła zwierząt czy im szkodziła? Kontrowersje wokół Simony Kossak nie gasną” oraz z profilu Fb OKO PRESS.
sek-szafran: Nie zamierzam się opowiadać po żadnej ze stron, natomiast wiedzę wyrażoną poniższym cytatem posiada każdy rozgarnięty 10 latek zainteresowany ekologią. Bardzo zasmucające, że zespół utytułowanych naukowców potrzebował na to lat badań: „Badania prowadzone przez naukowców z IBS dowiodły, że bardzo wysoki poziom odstrzałów jeleni, saren i dzików realizowany wtedy przez nadleśnictwa spowodował gwałtowny spadek liczebności ssaków kopytnych i wpłynął też negatywnie na populacje drapieżników. – Nasze badania wykazały też bardzo silny negatywny wpływ gospodarki leśnej na populacje wielu gatunków zwierząt, a przede wszystkim negatywny wpływ wycinania starodrzewi dębowych i innych gatunków drzew liściastych i sadzenia w ich miejsce sosen i świerków, gdyż żołędzie i inne nasiona oraz młode podrosty drzew liściastych są ważną bazą pokarmową dla gryzoni, żubrów i innych ssaków kopytnych, a od nich z kolei zależą populacje zwierząt drapieżnych – opowiada prof. Jędrzejewski”.
Kosma Liberadzki: Każdy kij ma dwa końce – jak każdy medal dwie strony… A kto kijem wojuje, ten zbiera razy od przeciwników, którzy go przeżyli.
Zofia Prysłopska: Problem jest. Jak sterylizowanie i zamykanie wolnych kotów. Jak bezwzględna władza nad niewolnikiem. Nad chłopem pańszczyźnianym. Dla jego dobra, bo JA wiem lepiej, co dla nich lepsze. Ja bym wolała żyć krócej ale nie w niewoli. Doktor Dolittle rozmawiał ze zwierzętami. Liczył się z ich zdaniem. Dla wielu z was, jak i dla tych naukowców, istnieje tylko jedna prawda. Wasza. Uprzedmiotowienie żywego podmiotu. Bez szacunku.
kotpocz: Zlepek kilku wyrywkowych historii i zero rozważań nad tytułem. Artykuł mnie zawiódł i chyba zaczynam rozumieć, dlaczego krótkie formy są bardziej popularne. Pozwalają nie wpaść w takie „wnyki”…
Krzysztof Suter: Jacek Podsiadło na poważne zastrzeżenia co do rzetelności dziennikarskiej autorki. Zobacz https://www.facebook.com/share/v/1HYuXWydFx/ i inne wpisy na profilu, tudzież listy otwarte do Oko.Press.
Basia Deane: Simona nie walczyła z naukowcami tylko z ich metodami. Oczywiście naukowcy twierdzą że wszystko było cacy tyle że ja pamiętam aferę z przed lat. Grupa wolontariuszy z UK przyjechała do Białowieży pomagać przy śledzeniu wilków. Sami za wszystko płacili i obiecano im że będą brali udział w odławianiu ich. W UK wilków od dawna nie ma, w Europie zachodniej też nie bardzo więc Białowieża była najlepszym wyborem jeśli ktoś chciał się specjalizować w biologii wilka. Wszystko było pięknie ale w ostatnim momencie wolontariuszom zabroniono dostępu do akcji odławiania. Wolontariusze byli wściekli bo wydali kupę kasy a nic nie zobaczyli, jeszcze się struli w miejscowej knajpie. Sytuację wyjaśniła właśnie Simona, pokazując zdjęcia, jak bardzo brutalnie wygląda odławianie wilków. Więc jeśli wtedy bano się pokazać naukowcom jak to wygląda, to coś było na rzeczy. Odszukajcie sobie ten reportaż, to była głośna sprawa.
Andrzej Antczak: Akurat to co we wstępie to bzdura. Akurat w tym okresie często dyskutowałem z Simoną o tych sprawach. I problemem podstawowym była etyka badań oraz metodyka – a nie same badania. W czasie, gdy ci badacze stosowali traperskie metody chwytania istniały już na świecie i w Polsce bardziej humanitarne metody. Stosowane wobec rysi obrożę z nadajnikami nie uwzględniały elementarnej wiedzy biologii tych zwierząt i zwyczajach. (…)
Wiele godzin przegadałem z Simoną o tym problemie. W rozmowach tych mieliśmy masę pytań i szukaliśmy odpowiedzi. Simona miała w tym zakresie o wiele większe od mojego przygotowanie. Specjalizowała się w etiologii zwierząt. Wiele się wówczas od niej nauczyłem. Pamiętam także jak zupełnie przypadkiem znalazłem w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego na początku lat 80. znalazłem nielegalne pułapki sygnowane logiem ZBS PAN – gdy zgłosiłem to Sekretarzowi Rady Naukowej BPN i sprawa stanęła na porządku obrad byłem świadkiem jak sprawie „łeb ukręcono” – to też przedyskutowaliśmy z Simoną. Już wówczas zbierało się na burzę. W kilka lat później ona wybuchła. Simona bardzo wnikliwie prześledziła publikacje prezentujące wyniki obserwacji telemetrycznych. Opublikowała tą analizę. Sprawa stawała na wokandzie. Simona wygrała. To są fakty. Wracanie do tego po kilkudziesięciu latach robi wrażenie jakby wówczas przegranym zależało obecnie na przywróceniu chwały, gdy Simona nie może się już bronić.
To nie najlepiej świadczy o tych badaczach.
Zosia Jelonek: Niby czym szkodziła zwierzętom? Środowiska naukowe, nie tylko przyrodnicze potrafią być bardzo zawistne i skłócone. Z jednej strony potakiwacze Szefa a z drugiej strony frakcja przeciwna. Zdarza się, że to jedna, dwie osoby, które utrzymywaniem się przy własnym zdaniu, kontrowersyjnym dla reszty, robią sobie wrogów. Te typy tak mają.
Wiktor Ostasz („lider wśród fanów” oko.press) do Zosi Jelonek: Przypadek zarąbania jenota przez asystentów łopatą, żeby babsko mogło zachować czyste łapki, mówi wiele. Ale szkodliwszy jest amiszowski, religijny i zafałszowany ideał nieingerowania w przyrodę nawet po to, żeby pomóc zwierzętom – zafałszowany dlatego, że ingerencja i tak się odbędzie (rękami myśliwych, drwali czy kierowców na drogach szybkiego ruchu), ale amiszka będzie udawać, że to już nie jej odpowiedzialność, a najgorsi są rzekomo naukowcy. No i czego nie rozumiesz w poniższym fragmencie?
„Jednym z obowiązków zawodowych Simony Kossak było opracowywanie corocznych raportów dla Lasów Państwowych z informacją, ile zwierząt można wybić. Plany łowieckie przez nią rekomendowane nie były dla zwierząt kopytnych oszczędne. Np. w czasopiśmie „Sylwan” nr 8 z 1995 r. postulowała zwiększenie odstrzału jeleni i saren. Zdaniem prof. Kowalczyka populacja saren do dzisiaj się nie podniosła, a badania IBS PAN pokazały, że przeżywalność kociąt rysi spadła drastycznie, bo te duże drapieżniki nie miały wystarczającej liczby ofiar, by wykarmić młode”.
Kasia Kmiecik: Argument „to dla dobra nauki” ma dość długą i momentami niewygodną historię – wystarczy wspomnieć atlas Pernkopfa. Walka Simony o etykę badań na zwierzętach była oznaką postępu, a nie jego hamowaniem – widocznie dla niektórych wciąż na to za wcześnie.
Piotr Piliczewski: Walka z telemetrią przez Simonę była nieracjonalna i szkodliwa, Simona żarła się z innymi naukowcami a sama zrobiła dużo mniej, niby najeżdżała na myśliwych ale ustalała wysokie plany odstrzałów, co szkodziło przyrodzie.
Grzegorz Okołów: Tak jak piszesz. Problem był w tym, że afera, którą rozkręciła daleko bardziej wykraczała poza walkę z metodami chwytania drapieżników. I jakby nie patrzeć, to właśnie wyniki uzyskane wtedy przez zespól z ZBS (np. wielkość terytoriów wilka) do dzisiaj są wykorzystywane w ochronie drapieżników.
Paweł Lisowski (do Piotra Piliczewskiego): Myślę, że w tej walce z telemetrią chodziło o sposoby łapania zwierząt powodujące niepotrzebnego stresu.
Marek J. Kaźmierski („lider wśród fanów”): Czytałem tekst. Bardzo ciekawy. Wszystkie naukowe badania z którymi walczyła Simona były egocentrycznymi staraniami się nałogowych naukowców w ramach industrialnej cywilizacji i ich morderczych żądań. Zdobywali wiedzę dla korzyści indywidualnych, nie dla dobra natury czy Ziemi. Racja jest ewidentnie po stronie Simony.
Izabela Domańska: Szkodziła??? Nikomu już chyba nie dadzą spokoju…
Małgorzata Kotowicz-Tarka: Myśliwi nie szkodzą, Simona szkodziła… Ja j…
Marcin Krzyżański: Uważam, że to dobry i rzetelnie zdokumentowany artykuł.
Miłka Fronaszowa (do Marcina Krzyżańskiego): Nie bardzo. Przytoczone tu słowa z mojego podcastu zostały – tak na przykład – wyjęte z kontekstu, dla udowodnienia tezy. To nie jest rzetelne.
Regina Skibińska (do Miłki Fronaszowej): To, co padło w Pani podcaście, czyli to, że zwierzęta były sprowadzane przez Lecha po to, żeby robić im zdjęcia, nie zostało przez nikogo potwierdzone, więc nie zamieściłam tego w tekście. Prosiłam też Panią o rozmowę, ale nie chciała Pani rozmawiać.
Jasminum: Super babka! A oko press ostatnio okazuje się klerykalne, antysemickie, nacjonalistyczne, po stronie krwawego reżimu irańskiego, a teraz przeciw zwierzakom.
Nina Gronczewska: Zdaje się, że ona nie była przeciwniczką badań jako takich, tylko sposobu odławiania zwierząt, który wydawał się okrutny. Bo jeśli sprzęt, którego używali naukowcy sprawiał, że trudno było odróżnić ich badania od działalności kłusowników to rodzi oczywisty problem. Zdaje się, że ona nie była przeciwniczką badań jako takich, tylko sposobu odławiania zwierząt, który wydawał się okrutny. Bo jeśli sprzęt, którego używali naukowcy sprawiał, że trudno było odróżnić ich badania od działalności kłusowników to rodzi oczywisty problem. Ktoś tu już trafnie skomentował, że pretensje badaczy można ująć w jednym zdaniu: „Operacja się udała, nieważne, że bez znieczulenia”. Simona cierpienia w imię nauki nie uznawała czym wyprzedzała swoje czasy. Osobiście bawi mnie też dziaderski ton, że to przez nią nie mamy parku narodowego. Co jest o tyle zabawne, że musiała być Simona Kossak wszechpotężna, nie tylko za życia w swojej chatce na odludziu, ale żeby i kilka dekad po śmierci mieć aż taki wpływ na politykę tworzenia parków narodowych, niesamowite.
Mateusz Kukulski: Artykuł mocno jednostronny. Przeczytałem chyba wszystkie książki Simony Kossak, ale nie jestem jej fanatykiem, po prostu zawsze dużo czytałem. O pewnych rzeczach pisała w książkach całkiem wprost, definiując siebie jako badaczkę, co nie zawsze mi się podobało (np. incydent z psem i dzikiem) – po prostu postanowiła obserwować, co się stanie i nie ingerować w naturę. Niektórych mogło to razić. Mnie raziło.
Natomiast w artykule jest sporo zdań w rodzaju: „Chociaż wyglądają groźnie, nie są niebezpieczne dla chwytanych zwierząt. Niestety, przy pierwszej próbie zdarzył się wypadek. Źle założyliśmy pułapkę i wilk uciekł z pułapką na nodze (…)”. To mogłoby sugerować, że może jednak są niebezpieczne? (szczególnie przy braku kwalifikacji do ich zakładania).
Zdanie o tym, że dorobek Simony Kossak nie starczyłby dziś nawet na doktorat, nie jest akurat zarzutem do badaczki, tylko problemem dzisiejszej nauki. Dziś naukowcy mają publikować na akord, co bardzo często prowadzi do publikacji niskiej jakości badań, byle tylko coś opublikować. I to raczej nie sprzyja nauce.
Agata Katarzyna Kluczewska: Żeby [kontrowersje] nie gasły pisze się takie tytuły, prawda? Do tego tytułu jakoś nie postrzegałam różnych opinii o Simonie jako kontrowersji.
Magdalena Brambor Pałka: Denny polaryzujący nagłówek. I ty, Oko?
Ewa Natalia Moroz-Keczyńska: Tendencyjny tekst, a udawanie „zrównoważenia”, kiedy narracja jest wyraźnie ustawiona pod z góry założony wniosek, to dla mnie po prostu manipulacja; cała konstrukcja prowadzi do jednego: naukowcy mieli rację, bo „były efekty”, a sprzeciw Simony zostaje sprowadzony do emocji; nie ma uczciwego zmierzenia się z jej argumentami, nie ma realnej rozmowy o etyce badań, ale jest wygodny podział: emocje vs nauka i klasyczny układ: autorytety po jednej stronie, wspomnienia po drugiej…Wszystko po to, żeby czytelnik „sam” doszedł do właściwego wniosku. Pytanie brzmi: po co to robić w ten sposób? Jeśli chce się bronić jednej strony, można to zrobić wprost.
A Simona budowała coś, czego nie da się łatwo zmierzyć: społeczne zaufanie i relację ludzi z przyrodą; język wrażliwości, identyfikację z ochroną zwierząt, poczucie współodpowiedzialności, a nie tylko „zarządzania gatunkiem”. Sprowadzenie tego do „emocji” to nie analiza, tylko uproszczenie.
Teksty takie jak ten, pozbawione wyczucia czym jest kapitał społeczny, realnie szkodzą ochronie przyrody, bo odcinają ją od ludzi. A bez ludzi, ich zaufania i zaangażowania, żadna „skuteczność” nie ma długiego życia.
Jacek Kalkowski: Oko.press, wstydźcie się. (…) Za taki przekaz i wypisywanie bredni wszyscy , którzy do tej pory wspierali Oko.press , powinni wycofać swoje 1,5% (…).
Andrzej Antczak: „Wykorzystanie telemetrii pozwoliło wykryć, że główną przyczyną ich śmiertelności w Puszczy Białowieskiej było wtedy kłusownictwo z użyciem wnyków oraz nielegalne odstrzały, o czym wtedy nikt nie wiedział”.
To akurat jest kłamstwo. Ale naukowcom bardzo potrzebne!!!
Izabela Zuzanna Kuraszkiewicz: Zbyt inwazyjne metody badawcze krzywdzą zwierzęta. Nie trzeba wiedzieć wszystkiego o zwierzętach, żeby je szanować.
Ewa Kasprowicz: Co za tendencyjne bzdury!!!



